10 lutego 2026
Jeszcze ryzyko czy już hazard?
JESZCZE RYZYKO CZY JUŻ HAZARD?
Po samym tytule ktoś mógłby się zdziwić, że ten krótki tekst dotyczy dewelopmentu farm wiatrowych. Czytając jednak projekt tzw. pakietu sieciowego (UC 84), który obecnie jest w Sejmie, można znaleźć zapisy, które można zakwalifikować właśnie jako hazard. Przeanalizujmy temat po kolei.
Myślę, że panuje szeroki konsensus, co do głównych celów pakietu sieciowego: pozbycie się „projektów zombie” oraz podwyższenie barier wejścia dla uzyskania warunków przyłączenia. Mam jednak problem z jednym z elementów składowych tego ostatniego, ponieważ wykracza on moim zdaniem poza ramy racjonalnej regulacji. Chodzi o konsekwencje wprowadzenia dodatkowych gwarancji, które są wymagane do podpisania umowy przyłączeniowej.
Jak to teraz wygląda?
Jeżeli chcemy wystąpić o wydanie warunków przyłączenia, to musimy wnieść w gotówce zaliczkę w wysokości 30.000 zł/MW. Ponadto warunkiem podpisania umowy przyłączeniowej jest często przedstawienie dodatkowej gwarancji (już niekoniecznie w gotówce), gdy szacowany koszt przyłączenia przewyższa kwotę zaliczki. Ta dodatkowa gwarancja nie jest zapisana w żadnej regulacji i jest wyłącznie decyzją operatora.
Zarówno zaliczka, jak i dodatkowa gwarancja podlegają zwrotowi z wyłączeniem kosztów poniesionych przez operatora w związku z zawartą umową przyłączeniową.
Obie formy zabezpieczeń mają dobrą biznesową podstawę, stanowią zabezpieczenie interesów operatora, przed wycofaniem się inwestora z realizowanego przez niego projektu.
Jak ma to wyglądać po uchwaleniu pakietu sieciowego?
Zaliczka wzrośnie do 60.000 zł/MW, a gwarancje w wysokości 30.000 zł/MW (gdy projekt <100MW) i 60.000 zł/MW (gdy projekt >100MW) staną się obligatoryjną częścią wymagań przy podpisywaniu umowy przyłączeniowej, niezależnie od zakresu prac i kosztów po stronie operatora związanych z realizacją przyłączenia. Nie w tym jednak problem.
Projekt „pakietu sieciowego” wprowadza bowiem kamień milowy do umowy przyłączeniowej, który wygasza umowę w przypadku, gdy w ciągu 36 miesięcy nie zostanie uzyskane pozwolenie na budowę na przynajmniej 80% mocy przyłączeniowej. Ten okres może zostać przedłużony o kolejne 24 miesiące ze względu na wystąpienie siły wyższej, ale wymagane jest wtedy zwiększenie kwoty gwarancji o kolejne 60.000 zł/MW niezależnie od mocy instalacji.
Gdzie ten hazard?
Pierwotnie projektowane zapisy zakładały, że całość gwarancji przepada, gdy projekt nie zostanie zrealizowany, czy to ze względu na brak spełnienia warunku kamienia milowego, bądź też wtedy, gdy projekt farmy wiatrowej uzyska pozwolenie na budowę, ale nie zostanie zrealizowany z wielu innych możliwych względów, np. zmiany warunków ekonomicznych, które uniemożliwiają podjęcie ostatecznej decyzji biznesowej.
W ostatniej chwili, przed przesłaniem projektu ustawy UC 84 do Sejmu, wprowadzono zapis łagodzący przypadek utracenia gwarancji w sytuacji, gdy inwestor zrezygnuje z umowy przyłączeniowej przed upływem 36 miesięcy od podpisania umowy przyłączeniowej.
I tak, jeżeli rezygnacja nastąpi w ciągu 6 miesięcy, to z gwarancji zostanie potrącone 10 % kwoty, gdy stanie się to pomiędzy 6 a 12 miesiącem, to potrącone zostanie 25%, gdy pomiędzy 12 a 24 miesiącem, to utracone zostanie 50%, a gdy pomiędzy 24 a 36 miesiącem, to kwota potrącenia sięgnie 75%.
A zatem gdy będzie się zbliżał ten kluczowy 36-ty miesiąc, inwestor stanie przed podjęciem decyzji, co zrobić dalej, jeżeli nie będzie miał szans na otrzymanie ostatecznego pozwolenia na budowę w tym terminie. Stanie on wtedy przed wyzwaniem, które jest bliskie decyzji podejmowanej w kasynie.
Mogę uratować 25% kwoty gwarancji, gdy się wycofam, ale gdy będę chciał grać (przepraszam, dewelopować) dalej, to muszę potroić stawkę i przedstawić dodatkową gwarancję. A jak nie wygram (nie otrzymam pozwolenia na budowę), to tracę obie, i pierwotną, i dodatkową gwarancję w całości.
To jest wprowadzenie (nienazwanej tak wprost) kary umownej za niezrealizowanie projektu niezależnie od przyczyn. Bo nawet gdy inwestor otrzyma pozwolenie na budowę, ale będzie chciał się wycofać z projektu, np. ze względu na niekorzystne zmiany regulacyjne, to by odzyskać przynajmniej część zaliczki, będzie musiał wypowiedzieć umowę, a wówczas cała gwarancja pozostanie w rękach operatora, niezależnie od tego, czy poniósł on koszty, które pokryć ma ta dodatkowa gwarancja, czy też nie.
Czy tak to powinno wyglądać?
Dewelopment projektów wiatrowych trwa od czterech do siedmiu lat, w tym czasie może się zmienić wszystko, warunki ekonomiczne, ceny, łącznie z regulacją (wszyscy pamiętamy zasadę 10h). I w takiej sytuacji, autorzy pakietu sieciowego wprowadzają po prostu karę umowną za niezrealizowanie projektu, niezależnie od przyczyn i niezależnie od wysokości kosztów poniesionych przez operatora. W imię czego?
Czy dla np. 40 MW projektu wiatrowego zwiększenie skali zaangażowania finansowego związanego z otrzymaniem warunków przyłączenia z dzisiejszych 1.200.000 zł do 3.600.000 zł, a w przypadku skorzystania z opcji przedłużenia terminu kamienia milowego o 24 miesiące do 6.000.000 zł nie wystarczy? Do tego wydane kilkaset tysięcy lub nawet kilka milionów złotych na dewelopment do momentu, kiedy można złożyć wniosek o wydanie warunków przyłączenia.
To z naddatkiem wypełnia przesłankę podwyższonej bariery wejścia na rynek. Jaką zatem funkcję ma pełnić ta dodatkowa kara umowna w wysokości sięgającej w naszym przykładzie maksymalnie 3.400.000 zł, gdy finalnie projekt nie zostanie zrealizowany?
Grzegorz Skarżyński
Partner
Tundra Advisory